Fj jest jak Harley. Dlaczego? Bo to kawałek dobrego żelaza. Wykuty ze stali, pochodzącej z najlepszych rud na świecie, wykuty przez precyzyjny naród, zaprojektowany wyłącznie przez pragmatyków i wykonany po to, by swoją niezawodnością podbić świat bezdroży Afryki, Australii i Ameryki Południowej. Samo żelazo, w najczystszej formie, w jakiej tylko może występować samochód. Bez biżuterii i wysokich obcasów, bez kraników i dywaników, bez klimatyzacji i paneli sterowania, tak genialny w swej prostocie, że pozbawiony jest jakichkolwiek przekaźników i styczników.
W nowoczesnych samochodach od asfaltu dzieli cię pierwsza warstwa osłon plastikowych, potem izolacje termiczne i wygłuszenia, potem blacha, kolejne wygłuszenie, wykładzina i wreszcie ty. W FJ-cie jest asfalt, blacha i yy. Dzięki temu i innym udogodnieniom wprowadzonym przez producenta czujesz swojego FJ-ta jak mało kto. Pędzisz 100 km/h i wiesz, że musisz dobrze koncentrować się na kierownicy pozbawionej wspomagania. Prawą nogą, poprzez blachę tunelu środkowego, czujesz równy rytm silnika, niczym jeździec dosiadający swego rumaka czuje jego puls. Biada ci podczas pokonywania zakrętów, jeśli stracisz czujność, bo twój FJ pokaże ci, jak wierzga. Jeśli jednak nie przestraszysz się tej dzikiej maszyny, to po pewnym czasie będziesz mógł zasmakować jej w pełni, odkryć z zaskoczeniem, że doskonale wiesz, co w danej chwili robią określone podzespoły, będziesz wiedział w terenie, co dzieje się z każdym z kół pojazdu, a genialne parametry silnika nie raz wywołają uśmiech na Twojej twarzy. Czy to nie jest Harley?
Rekonstrukcja blacharki
Każdy, kto choć raz remontował silnik lub blacharkę w swoim samochodzie, dobrze wie, że nigdy po remoncie auto nie będzie już takim, jakim było po wyjechaniu z fabryki. Szkoda. Postanowiliśmy to zmienić i podejść do naszego FJ-ta z nadzwyczajną starannością. Wykonany dwa lata wcześniej remont kapitalny blacharki dobrze zniósł trudy dwuletniej eksploatacji samochodu, ale, jak to zwykle bywa, w kilku miejscach popełniono niewielkie błędy. Po prostu w kilku miejscach nadwozia pojawiły się drobne ślady korozji. Postanowiliśmy oczyścić do gołej blachy metodą szlifowania i piaskowania wszystkie spawane i zgrzewane połączenia elementów blacharskich, a także np. podłużnice, punkty mocowania karoserii do ramy oraz zakamarki typu nadkola, elementy komory silnika itp. Pomimo dużej wierności do oryginału naszej Toyoty, zdecydowaliśmy się odejść od farb syntetycznych, zastosowanych wcześniej, i tym razem do lakierowania samochodu użyć nowoczesnych lakierów akrylowych do lakierowania karoserii oraz antykorozyjnych do całości podwozia pojazdu, a w tym ramy pojazdu, mostów napędowych, a także bloku silnika, do malowania którego niezbędne jest użycie lakierów odpornych na wysokie temperatury.
Pomimo dokładnego podejścia do tematu blacharki i tak skazani jesteśmy na częściowe niepowodzenie. Dlaczego? Otóż np. konstrukcja zawiasów pojazdu, których jest w aucie dziesięć, zakłada tarcie „metal o metal” i w związku z brakiem fabrycznych kalamitek lub jakiegokolwiek systemu smarowania, takie miejsca prędzej czy później będą „ rude”. Tak to już jest z 30-letnimi pojazdami. Technologia wykonania FJ-ta różni się znacznie od dzisiejszych, projektowanych komputerowo pojazdów, które to zresztą ze względu na zelektronizowanie coraz większej ilości podzespołów cierpią na jeszcze więcej dolegliwości niż stary FJ 40.
Oczywiście kolory samochodu zachowujemy fabryczne. Dach i atrapa w kolorze białym.
Po zakończeniu trwającego z krótkimi przerwami łącznie 3 lata procesu restauracji nadwozia okazało się, że z oryginalnych elementów blacharskich pozostało w aucie jedynie: gródź silnika, podszybie wraz z elementami słupków i panelem zegarów, klapka wlewu paliwa oraz wnętrze wlewu, pas środkowy wewnątrz kabiny, gdzie umieszczone są dźwignie biegów, o dziwo maska, atrapa i ściana przednia oraz cała nadbudowa typu hard top. Pozostałe elementy, a w tym błotniki, podłoga oraz wszystkie profile zamknięte, zostały wymienione na nowe lub, jak to w przypadku podłogi bagażnika oraz mocowań karoserii do ramy, dorobione wg oryginału.
Zwinność gimnastyczki
Ilekroć podczas oglądania telewizji zdarzy mi się trafić przez przypadek na zawody gimnastyczne, niezmiennie od lat robię duże oczy, myśląc: "Kurcze, jak te dziewczyny się wyginają? Czy człowiek tak potrafi?" FJ jest jak zwinna, nastoletnia gimnastyczka i niczym ona wygina się we wszystkie strony podczas pokonywania znacznych wykrzyży. Widać to najlepiej na podstawie relacji między maską pojazdu a ścianą czołową z atrapą. Podczas znacznego wykrzyżu oba elementy przesuwają się względem siebie o ok 3 cm w jedną i w drugą stronę. To normalne, a producent przewidział to i zastosował w aucie sprężynowe zapięcia maski niczym w radzieckim Gaziku. Dlaczego FJ jest tak elastyczny? Otóż głównie z powodu otwartej konstrukcji ramy, czyli ramy o przekroju ceownika. Tak budowane były stare samochody. Część amortyzacji przypadała w udziale resorom, a część ramie pojazdu. O dziwo w terenie, czy chociażby na rampie, takie stare rozwiązanie daje lepsze efekty od większości dzisiejszych, fabrycznych zawieszeń sprężynowych. Jednak pod względem komfortu resor nie dorasta do pięt sprężynom. Jak to na resorach, trzeba mieć mocne plomby. (…)
Więcej przeczytasz w nr 3 (115) 2010 Magazyn 4×4 OFF-ROAD PL
{gallery}garaz/toyota115/galeria{/gallery}
autor: Adam Sas, zdjęcia: Izabela Kania
Przy projekcie pracowali: Czarek, Krzysiek, Marcin, Adam, Sylwek, Jarek, Adam, Mirek i Grzesiek







