OFF-ROAD PL MAGAZYN 4x4 | CHALLENGE&INDEPENDENCE
Search
Logo OFF-ROAD.PL magazyn 4x4

Tak blisko, tak pięknie. Gruzja 4×4

Pomysł wyjazdu do Gruzji zakorzeniony był w naszych głowach już od dawna. Dopiero wczesną wiosną 2012 roku wzięliśmy się konkretnie za przygotowanie całej wyprawy. Całość na początku nieco przerażała – tyle kilometrów od domu, zupełnie nieznany region, cała logistyka związana z przygotowaniem samochodów.

Baliśmy się wielu rzeczy – od mocno ograniczonego czasu na ten wyjazd, po ewentualne awarie aut na trasie. Mimo wszystko chęć eksplorowania tego kraju zminimalizowała wszelkie inne problemy.

Gładki asfalt Turcji
Na początku czerwca ruszyliśmy przed siebie. Mieliśmy kilka założeń – że na miejscu będziemy się poruszać po drogach najmniej znanych turystom, będziemy wytyczać nowe trasy poza drogami oraz sami poznawać wartość kulturową Gruzji, a nie tylko bazować na dotychczasowych opiniach. Pozostało nam tylko ruszyć, wdrażając plan…
Jak to bywa, różne scenariusze życie pisze, nie może być tak gładko, zwłaszcza na początku. Już pierwszy dzień przyniósł niespodziankę – okazało się, że jedna z ekip nie ma wykupionej zielonej karty. Nic nie byłoby w tym skomplikowanego, gdyby nie święto, małe, podhalańskie, jednak na tyle duże, by nie było możliwości wyrobienia karty. Po całym dniu jazdy i szukaniu, udało się, już chyba nic nie mogło nas zatrzymać. Pchani silną motywacją do nadrobienia straconego czasu, w późnych godzinach znaleźliśmy się w Rumunii. Po kilkugodzinnym śnie czekał nas przejazd przez Rumunię, dalej Bułgarię, aż do Turcji.
Staraliśmy się ominąć ten odcinek bez niepotrzebnych przerw, nie tracąc cennego czasu. Kiedy wreszcie zawitaliśmy do Turcji (późną nocą) „zaliczyliśmy” przejście graniczne w wielkim stylu i specyficzny dla muzułmańskich krajów „porządek”. Mimo wszystko odprawa przeszła sprawnie. Skierowaliśmy się na Stambuł, który był naszym przechodnim celem. Metropolia przytłacza swoją wielkością i tempem życia, co rozumiem także przez szybkość przemieszczania się po drogach. Najlepsze porównanie jakie przychodzi mi teraz na myśl, to pełny ul rozjuszonych, afrykańskich pszczół. Ale to jednak inna historia – nam się podobało.
Turcja – pokonaliśmy prawie dwa tysiące kilometrów – po gładkich jak stół drogach, a ich przejechanie nie odznaczało się niczym szczególnym. Zwróciliśmy uwagę na wysoki poziom życia oraz wystawność tego rejonu. Północne wybrzeże Turcji nie włada uniwersalnymi językami, ale mimo dzielących nas barier nie było większych problemów z komunikacją.

Z nutką adrenaliny
Kiedy dotarliśmy przed wielce oczekiwaną granicę gruzińską, myśleliśmy tylko o kąpieli w Morzu Czarnym. Nikt się nie spodziewał, że to właśnie tu przeżyjemy pierwszą gruzińską przygodę. Kiedy cała epika zażywała relaksacyjnej kąpieli, zauważyłem Mariusza – towarzysza wyprawy – zaczepionego o hak Discovery2. Zestaw sunął w kierunku morza i … wcale nie miał ochoty na zatrzymanie. Mario nie był w stanie nawet odrobinę spowolnić ważącego blisko trzy tony samochodu – czyżby koniec wyjazdu miał miejsce w Morzu Czarnym? Szczęście, że dzieliło mnie od niego kilka metrów! Z mojej perspektywy trwało to dłuższą chwilę a w rzeczywistości może dwie sekundy. Wciśnięcie wszystkich możliwych hamulców przyniosło taki efekt, że auto z przednią osią w powietrzu zatrzymało się na skalistym nabrzeżu. Parę stóp dzieliło nas od wodowania kilkanaście metrów niżej. Wszystko wydawało się filmem, a jednak było realne. Uff, zastrzyk adrenaliny był spory…

Nareszcie Gruzja
Trochę formalności przy wyjeździe z Turcji, jedno okienko po stronie gruzińskiej (bez wychodzenia z samochodów!) i jesteśmy u wrót celu. Krótki postój na wymianę waluty, wymianę poglądów dotyczących szybkości odprawy i dalej w drogę.
Kierowani słowami piosenki; „Obraz ten, to marzenie naszych snów. Batumi, ech Batumi, herbaciane pola Batumi”, wjechaliśmy do miasta uznawanego za światowy kurort. Uderzają neony, światła, aleje palmowe, szpalery kwietników. Zabytki mieszają się z nowoczesnymi, szklanymi budowlami. Widać, że miasto przeżywa swój renesans, co niestety tworzy bardzo mocny kontrast z jego przedmieściami i niemalże całą Gruzją.
Po małej ekskursji ulicami miasta, odwiedzeniu kilku knajp, posmakowaniu lokalnych specjałów, noc spędziliśmy opodal

...a może to też Cię zainteresuje: