OFF-ROAD PL MAGAZYN 4x4 | CHALLENGE&INDEPENDENCE
Search
Logo OFF-ROAD.PL magazyn 4x4

Wyprawa do Serca Azji 2012. Kazachstan.

Spełnione marzenia

Rozciąga się między Morzem Kaspijskim i Ałtajem na powierzchni ponad 2,7 mln km². Graniczy z Rosją, Chinami, Turkmenistanem, Uzbekistanem i Kirgistanem i z ostatnimi trzema republikami tworzy region Azji Środkowej. To prawdziwe serce Azji. Cieszy nie tylko przestrzenią stepów, gór i jezior, ale także architekturą i ludzką gościnnością.

Przygotowania zawsze procentują w podróży i zawsze… pochłaniają więcej czasu i środków niż planowano. Tę pierwszą prawdę znaliśmy doskonale, drugą mieliśmy dopiero poznać. We wrześniu 2011 roku ruszyły przygotowania do naszej pierwszej wyprawy marzeń – „Wyprawy do Serca Azji”.

Formalnie zostały one podzielone na trzy fazy. W pierwszej należało zebrać informacje ogólne o terenie działania, ustalić cele, przydzielić zadania, określić koszty, stworzyć platformę wymiany informacji (grupa mailingowa), a także nazwę wyprawy. Faza druga to pozyskanie sponsorów i patronów przedsięwzięcia. Przygotowanie samochodów i potrzebnego ekwipunku oraz sprawdzenie sprzętu w warunkach choćby trochę zbliżonych do zakładanych, to faza trzecia przygotowań.
W tym miejscu warto wspomnieć, że wyprawa miała nie tylko rekreacyjny charakter. We współpracy z Marszałkiem Województwa Małopolskiego – Markiem Sową, ustalony został program promocji Małopolski i przydzielony „zapas” materiałów informacyjnych w języku rosyjskim. Patronat Stowarzyszenia Współpracy Polska-Wschód zaowocował m.in. pismem polecającym. Tego typu dokument, szczególnie wyposażony w okrągłą pieczęć, jest nie do przecenienia podczas wschodnich podróży. Takim się też okazał.

Po dach…

Pod Wawelem 15 lipca 2012 roku we wczesnych godzinach porannych żegnamy się z przyjaciółmi. Mimo wczesnej pory, nasze samochody wzbudzają zainteresowanie przechodniów. Land Cruiser, 4Runner i Patrol załadowane są po dach, a nawet wyżej. Sprzęt turystyczny i biwakowy, narzędzia i części zapasowe, kilogramy folderów i „suchej karmy” firmy Sante – część ekwipunku musiała znaleźć się na dachach… Do tego obowiązkowe snorkele z filtrami cyklonowymi i kolorowe naklejki sponsorskie. Takich samochodów pod grodem Kraka nie widuje się codziennie.

Północny szlak

Kierujemy się na Warszawę. Zgodnie z planem wybieramy szlak północny wiodący do Rosji przez Litwę i Łotwę. Nie jest najkrótszy, ale zabiera najmniej czasu. Poza tym w planach mamy wizytę w rosyjskiej stolicy – na tamtejszym uniwersytecie studiował Tomasz, jeden z uczestników wyprawy.

Jednak zanim osiągniemy Moskwę, musimy wjechać na terytorium Rosji. Widząc wyładowane sprzętem samochody, rosyjscy celnicy biorą nas za przedstawicieli profesji znanej ongiś pod nazwą „kupiectwo”. Na osobę przypada znacznie ponad dozwolone 35 kg bagażu – kroi się opłata za „nadbagaż”. Po raz pierwszy (i nie ostatni) w ruch idzie pismo polecające, dzięki któremu stajemy się niemalże oficjalną delegacją państwową.

Pierwsze kilometry na drogach wschodniego sąsiada są jak zawsze nerwowe. Powód wiadomy – kontrole drogowe, które zawsze kończą się wynikiem 0:1 dla milicji. Tym razem jednak nic takiego nie ma miejsca. Przez „posty” przejeżdżamy nietknięci, nietknięte pozostają też nasze portfele. Wygląda na to, że zmiany w rosyjskich służbach nie ograniczyły się do kosmetyki nazewniczej i nowa policja drogowa to już nie stara milicja drogowa. Widać też ogromny postęp w jakości dróg, jednak co jakiś czas szeroki i gładki jak stół asfalt zmienia się w plac budowy.

No i Moskwa. Wizyty obowiązkowe oraz program wieczorny. Nocujemy u rodziny naszego kolegi Sławka. Daje się poznać prawdziwie słowiańska gościnność w najlepszym rosyjskim wydaniu: suto zastawiony stół, zmrożona wódka, bania, kipiący samowar… Do tego wspaniali gospodarze i dykteryjki z życia w moskiewskim akademiku ćwierć wieku temu.

M5

Moskwę opuszczamy wiodącą na południowy wschód szosą M5. Nie ma żartów. Na drodze trwa walka o miejsce na pasie, przy której słynny „Pojedynek na szosie” Stevena Spielberga traci rumieńce. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i uważać na wszystkich, szczególnie na najbardziej agresywnych kierowców. Skupieniu nie sprzyja monotonia krajobrazu, długie odcinki drogi w przebudowie, ani „kończąca się” klimatyzacja w Land Cruiserze Mariusza i Marty. A czas płynie nieubłaganie: obsuwa czasowa w Rosji może spowodować załamanie planów. Średnia dzienna to min. 800 km. Riazań, Penza, Oktiabrsk/Samara, Orenburg… Za Oktiabrskim decydujemy się przekroczyć granicę nie w Kurganie, jak planowaliśmy, a w Troicku.

Astana i Taraz

Granicę rosyjsko-kazachstańską przekraczamy dobrze po północy, posiłkując się niezawodnym pismem Stowarzyszenia Współpracy Polska-Wschód oraz „małopolskim zestawem promocyjnym”. Pędzimy na południe przez niekończący się step w stronę Astany. Zbudowana od podstaw nowoczesna stolica kraju to duma Kazachów. „Dubaj środkowej Azji” – jeszcze 15 lat temu był zagubioną w stepie miejscowością o lichej posowieckiej architekturze.

Z Astany lecimy nad Bałchasz, a znad tego jedynego słodko-słonego jeziora do Tarazu. Po drodze doświadczamy stepowych atrakcji: burzy jak Armagedon, czy plagi szarańczy (siatki ochronne na chłodnice można nabyć na stacjach benzynowych). Do tego dochodzą złe warunki drogowe: potężne koleiny w asfalcie, sypiący się spod kół żwir i permanentne ograniczenia prędkości. W Patrolu Wawrzka zaczyna pękać szyba, a Marek melduje przez CB, że w jego 4Runnerze „coś robi tuk-tuk…” – to bagażnik dachowy postanowił rozpocząć swą drogę ku wolności.

W Tarazie odpoczywamy, naprawiamy się i dopełniamy obowiązku registrowki. Mieszkający tu Isataj, kolega Tomka ze studiów w Moskwie, to przemiły koleś. Na dwa dni staje się dla nas przewodnikiem nie tylko po restauracjach i bazarach, ale po kazachskiej kulturze i zwyczajach. Dzięki gościnności rodziny Sławka w dalekim Tarazie czujemy się jak w domu.

Off-road i rekreacja

Kolejny punkt programu to Ałma-Ata. Tu mamy umówione spotkanie z przedstawicielami miejscowego klubu „Prachadimiec”. Witia, Pietia, Liosza, Tahion z Maszą przez cały weekend będą naszymi przewodnikami, a ich dwa Land Cruisery J8 z kierownicami po prawej stronie powiodą nas w Ałatau Zailijski – pasmo Tien-Szanu. Zatem szybkie zakupy, tankowanie i dajemy w góry. Krajobraz zmienia się nagle. Zieleń staje się świeższa, powietrze bardziej rześkie. Mamy przyjemność zakosztować nie tylko wspaniałych widoków i stromych wąskich dróżek, ale i pysznej zupy rybnej – uchy.

Wokół Issyk-kul

„Co kraj to obyczaj” – głosi przysłowie. Jednak w przypadku służb granicznych i celnych państw byłego Związku Sowieckiego obyczaje są zadziwiająco przewidywalne. Na granicy kazachstańsko-kirgistańskiej po raz kolejny wykorzystujemy więc nasze żelazne pismo i kierujemy się w stronę Issyk-kul. Ten wielki słodkowodny zbiornik to prawdopodobnie największa turystyczna atrakcja Kirgistanu. Mamy plan jego okrążenia, ale na razie musimy znaleźć biwak nad brzegiem, co w nocy wcale nie jest sprawą prostą. W końcu lądujemy na plaży. Rankiem okazuje się, że spędzimy nań przynajmniej dwa dni. Pierwszy powód – chłodnica Patrola postanowiła zmienić stan i zamieniła się w durszlak, drugi – nasze najbliższe sąsiedztwo. Wylądowaliśmy bowiem w sąsiedztwie letniego obozu dla dzieci, a jego personel postanowił nas wykorzystać do celów dydaktyczno-wychowawczych. Nasi architekci zostają wcieleni w skład jury oceniającego konkurs pod tytułem: „Zamki na piasku”, zaś pozostała część ekipy, w skład sędziów wyłaniający „Miss obozu”.

W jurcie

Issyk-kul jest piękne, ale okoliczne góry kuszą. Wybieramy się zatem na wycieczki wbijając w okoliczne doliny i zdobywając przełęcze o wysokości 3 000 m n.p.m. Po raz kolejny pojawia się żywa zieleń, las i stada bydła. A ze stadami miejscowi pasterze. Zadziwiająca jest gościnność tych ludzi i otwarcie na przybyszów z kraju, o którym nawet nie słyszeli. Trudno nie skorzystać z zaproszenia do jurty, ani z poczęstunku. Na „stół” wjeżdżają: kumys, baranina i konina, a nawet zbrylone mleko wielbłądzie. Jednak uznanie gospodarzy zdobywamy wystawiając przedstawicieli mających dosiąść miejscowe konie. W końcu jesteśmy narodem kawalerzystów, czyż nie?

Festiwal moreli


Bokonbajewo jest niewielkim miasteczkiem położonym nad jeziorem. Trafiamy w nim na opisywane w przewodnikach biuro informacji turystycznej. Wprawdzie termin „biuro” jest w tym przypadku nieco na wyrost, ale liczą się intencje. BIT prowadzony jest przez rodzinę miejscowych przedsiębiorców i robi co może dla promowania i rozwoju regionu, którego gospodarczymi hitami są: pasterstwo i… sadownictwo. Właśnie nazajutrz ma odbyć się festiwal moreli – czujemy, że dla miejscowych to impreza tak ważna jak dla nas EXPO, więc zapada decyzja: zostajemy i pełnimy rolę gości honorowych. Rankiem okolica zakwita kramami i stoiskami regionalnymi, są przemówienia, zawody konne, gra na dombrach i – generalnie – mnóstwo folkloru. Nie trzeba tłumaczyć, że nasze sklecone naprędce stoisko małopolskie cieszyło się wzięciem nie tylko ze względu na rozdawane materiały promocyjne.

Przy wszystkich atrakcjach festiwalu, wizyta w muzeum Przewalskiego, w położonej dalej na wschód miejscowości Karakol, była ciekawym, ale już tylko dodatkiem.

Patrol w służbie celnej

Opuszczamy Kirgistan. Nie dochodzi do planowanego spotkania z Michałem Rejem, który wraz ze swoją ekipą przejeżdżał przez okolice Issyk-kul. Michał podał też wiadomość, że wybrane przez nas w drodze powrotnej przejście na granicy kirgistańsko-kazachstańskiej jest nieczynne. To zła wiadomość oznaczająca powrót przez brzydki Biszkek, stolicę Kirgistanu.

Na granicy… Wiem, że nie jestem oryginalny, ale po raz kolejny w ruch idzie pismo Stowarzyszenia Polska-Wschód z okrągłą pieczęcią. Ale to nie wszystko. Tuż za przejściem granicznym zostajemy wynajęci do ratowania UAZ-a służb celnych, który w pogoni za przemytnikami nie dał rady miejscowemu błotu. Dzięki Patrolowi Wawrzka i wyciągarce mieliśmy okazję umocnić współpracę na linii Polska-Kazachstan w dziedzinie walki ze zorganizowaną przestępczością.

Historia i kultura

Realizujemy kolejne zadania wyprawy. Jednym z nich jest wizyta na cmentarzu Polaków z czasów II Wojny Światowej w Ługowoj. W 1942 roku pochowano tu 49 żołnierzy Armii Władysława Andersa oraz nieznaną dokładnie liczbę cywilów. Polacy z Tarazu dotarli do wojskowych dokumentów brytyjskich i polskich poznając nazwiska żołnierzy, które widnieją teraz na tabliczkach nagrobnych. Cmentarz wyremontowała w 2003 roku miejscowa polonia i również dziś widać tu ślady opieki nad grobami i pomnikiem. Niestety, nie prowadzą doń żadne drogowskazy, a informacje można uzyskać tylko od przedstawicieli starszego pokolenia.

W samym Tarazie wizytujemy Dom Polski i Towarzystwo Kultury Języka Polskiego. Spotkanie z polonią jest wzruszające. Słuchamy opowieści dzieci ofiar stalinowskiego terroru – w większości nie mówią już po polsku, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że wciąż czują się Polakami.

Pobyt w Tarazie kończymy spotkaniem z głównym architektem obłastii, który zaprezentował najnowszy plan rozwoju miasta oraz pozostawieniem w domu przyjaźni narodów pamiątek z Polski na planowaną wystawę.

Epilog, czyli czas wracać

Alpiniści twierdzą, że droga powrotna ze szczytu jest trudniejsza niż wejście. W naszej podróży było podobnie, głównie z powodu zmęczenia sprzętu. Wybraliśmy południową drogę powrotną przez Kyzył-Ordę, Bajkonur, Aralsk i Astrachań. Ten szlak sam w sobie zasługuje na osobny materiał. Dla nas był drogą przez mękę. Koszmarnie dziurawe asfalty, objazdy w piachu i pyle, drogi w budowie. Wystarczy powiedzieć, że 4Runner na tej drodze wymagał prostowania wąsa zwrotnicy, spawania ramy i wahacza, a w Patrolu pękł drążek prowadzący tylny most. Wszystko to w stresie rygoru terminu wizy rosyjskiej. Jednak raz po raz mogliśmy liczyć na pomoc – kierowcy ciężarówki, czy miejscowego warsztatu.

Wobec piachów Kyzył-Kum czy wielkiego placu budowy drogi łączącej Petersburg z Zachodnimi Chinami, wiodąca wzdłuż Wołgi krótka część trasy przez Rosję, czy dwudniowy przelot przez Ukrainę, stanowiły już mało ważny epizod. 19 sierpnia, tuż przed północą, pokonawszy około 15 000 km, zakończyliśmy oficjalnie wyprawę pod królewskim zamkiem w Niepołomicach.

...a może to też Cię zainteresuje:

Żuk – Nissan Juke

Wiemy już więcej na temat nowego kompaktowego Nissana, który do tej pory znany był w postaci konceptu Qazana. Jego produkcyjna

Czytaj dalej >>
Coupe 4×4

Moda na skos Nieodgadnione są meandry planów marketingowców, którzy pragną kształtować świadomość potencjalnych nabywców samochodów. Dość dziwna wydaje się popularność

Czytaj dalej >>