OFF-ROAD PL MAGAZYN 4x4 | CHALLENGE&INDEPENDENCE
Search
Logo OFF-ROAD.PL magazyn 4x4

Chevrolet Captiva 2.2D LTZ – ma wady, ale da się lubić

Nowe oblicze Captivy stało się bardziej agresywne. W parze z tym wizerunkiem idzie charakter silnika stosowanego w tym modelu. Osiągi pozwalają na w pełni bezstresowe wyprzedzanie, nawet tych szybko poruszających się uczestników ruchu. Bez stresu pokonuje się również zakręty, nawet z większą prędkością. Eskalacja stresu może nastąpić jedynie przy podjechaniu pod dystrybutor – spalanie wydaje się spore, nawet jak na dużego i ciężkiego SUV-a. Testowany Chevrolet Captiva kosztuje około 125 000 zł. Jak na samochód tej klasy, z takim wyposażeniem, nie jest to dużo. Ocenę ogólną może popsuć topornie działająca, ręczna przekładnia i stosowane do wykończenia wnętrza, materiały. W czerpaniu radości z jazdy przeszkadza wyjątkowo niskie osadzenie zderzaków i generalnie – niski prześwit. Chevrolet nawet nie pretenduje do bycia wyjątkowo przemyślanym i doskonale spasowanym autem. Jeżeli jednak jesteśmy w stanie przymknąć oko na niektóre niedociągnięcia, wówczas Captiva staje się samochodem, który dobrze odnajduje się wśród konstrukcji o korzystnym stosunku jakości i wyposażenia do ceny. A wartości te są w stanie skutecznie stawić czoła konkurencji.

Chevrolet Captiva to bliźniacza wersja Opla Antary. Opel już dawno zdążył się zadomowić na naszym rynku – wyniki sprzedaży z pewnością zadowalają zarząd tej firmy. Jednak Chevrolet nie zdołał jeszcze do końca wkupić się w nasze łaski i o pozycję cały czas musi walczyć. „Przedliftingowa” Captiva nie wyróżniała się niczym specjalnym. Każdy, kto stał się jej właścicielem, nie miał wyraźnych powodów do specjalnego zachwytu. Do narzekań również. Jednak zjawisko dysonansu pozakupowego mogło jak najbardziej wystąpić, aczkolwiek trudno jest znaleźć jego przyczynę. Negatywne odczucia ostudzała relatywnie niska cena pojazdu. Ot, przyzwoite auto, dla osób, które nie oczekują po nim żadnych cudów.

Jak widać na pierwszy rzut oka, nowa odsłona Captivy próbuje przełamać wizerunek nudnego i tylko – przyzwoitego samochodu. Przednia część nadwozia stała się bardziej agresywna. Obszerny, pociągnięty ku dołowi wlot powietrza stylistycznie nawiązuje do tych, które możemy zobaczyć w modelach: Audi, Alfa Romeo czy też Mitsubishi. Poza tym spektakularnych zmian nie dostrzeżemy. Producent jednak poważnie podszedł do kwestii modernizacji modelu i zasadniczo zmienił dostępną w jego obrębie paletę silników

Przestrzeń

Po wejściu do środka od razu docenimy przestronność kabiny. Jeśli chodzi o przestrzeń – z tyłu jest bardzo dobrze, zaś z przodu wzorowo. Skórzane fotele zostały wyposażone w elektryczną regulację w obu płaszczyznach. Ilość miejsca pozwoli wygodnie usadowić się nawet osobie o posturze Freda Flinstone-a. Sterowanie ustawieniem siedzisk jest intuicyjne i nikomu nie powinno sprawiać problemu. Bagażnik także nie należy do najmniejszych. Jego pojemność wynosi w pełni zadowalające477 litrów. Natomiast rażącym mankamentem jest przytłaczająca ilość „plastików”, których jakość pozostawia wiele do życzenia. Drobnych niedoróbek jest sporo. Przycisk odpowiadający za ryglowanie drzwi od wewnątrz został tradycyjnie opatrzony czerwonym znacznikiem. Tyle, że w przypadku Captivy czerwonym polem na elemencie jest zwykła naklejka, która – jak łatwo się domyślić – po kilku/kilkunastu miesiącach użytkowania, najpewniej się odklei…

Bolączki

Wyposażenie testowej wersji zachęca do dłuższych podróży Chevroletem. Bo tak naprawdę do tego testowane auto najlepiej się nadaje. Lawirowanie w ciasnych, miejskich uliczkach, jest przeznaczone dla innych samochodów. Sporych rozmiarów SUV najlepiej czuje się na trasie. Jednak jeśli ktoś zapuści się nim do gęsto „usłanego” samochodami miasta, może w pełni polegać na praktycznej kamerce cofania. Należy uważać na wysokie krawężniki, ponieważ prezentowana Captiva ma… bardzo mały prześwit, który spokojnie można porównać do niejednej, czysto osobowej konstrukcji. Oberwanie przedniego zderzaka, czy „skrobanie” osłoną silnika o podłoże, to zjawiska, które mogą dość często występować.

Do minusów można zaliczyć także sterowanie nawigacją. Radzimy robić to podczas postoju, gdyż zawiła ergonomia systemu, wymusza na nas poświęcanie dość dużej uwagi. Jeszcze więcej problemów sprawia odtwarzanie plików MP3 poprzez interfejs USB. Jest to oczywiście możliwe, ale wiąże się z koniecznością przejścia wcześniejszego „tutorialu”. Pod ekranem nawigacji znajdziemy archaiczny, mało czytelny, cyfrowy zegarek, który nie jest ani ładny, ani praktyczny.

Jazda

Poruszanie się na trasie Chevroletem Captivą to sama frajda. Niezależny, wielowahaczowy układ zawieszenia doskonale radzi sobie z prowadzeniem niemal 2-tonowej maszyny. Nierówności są wybierane optymalnie, zaś trzymanie w zakrętach nie pozostawia zbyt wiele do życzenia. Między przednie koła wmontowano relatywnie mocnego diesla, który generuje 184 KM. Jazdę uprzyjemnia dostępny przy 2 000 obr./min wysoki moment obrotowy, równy 400 Nm. Poza miastem trudno trzymać się przepisowych prędkości. Jadąc Captivą, kierowca całkowicie traci poczucie prędkości. Taka jazda okupiona jest spalaniem łatwo przekraczającym10 litrówna każde100 kilometrówjazdy. W mieście, jak łatwo się domyślić, taki wynik również jest łatwy do osiągnięcia.

Wysokoprężna jednostka udanie współpracuje z 6-biegową, ręczną skrzynią. Przełożenia są na tyle długie, iż nie ma konieczności ciągłego wachlowania lewarkiem. Współpraca przekładni z kierowcą to już inna kwestia. Biegi wchodzą topornie. Zanim dopchamy drążek do właściwego miejsca, po drodze zawsze wyczujemy drobne chrupnięcia. Ponadto, prowadzącego mogą zmęczyć znaczne odległości pokonywane przez lewarek przy każdorazowej zmianie przełożeń.

Skrzynia rozdzielcza Chevroleta Captivy została oparta o sztywny napęd przednich kół z „dopędzaną” tylną osią. To rozwiązanie bardzo dobrze spisuje się podczas jazdy w śliskich warunkach drogowych. Jeśli chodzi o teren, to trudno powiedzieć, ponieważ zawieszenie nie pozwala na pokonywanie choćby mało wymagających przeszkód.

 

...a może to też Cię zainteresuje: