cinka i już o zmroku dotarliśmy na przepiękną łąkę położoną na brzegu Dniestru. Spędziliśmy tam cudowną noc pod przepięknie rozgwieżdżonym niebem.
Zamki, zamki, zamki….
Zamek Halicz to w tej chwili jedna baszta i kawałek murów. Z pozostałości stolicy silnego państwa, przyłączonego do Rzeczypospolitej przez Kazimierza Wielkiego w 1340 roku ostało się niewiele. Zamek stracił na znaczeniu na rzecz Lwowa i Kamieńca Podolskiego, a dopiero teraz, w związku z budową tożsamości historycznej Ukrainy, zyskuje na ważności. Opuściliśmy Galicję i wjechaliśmy na Podole. Naszym celem były zamki nad Zbruczem. Linia Zbrucza była drugą linią obrony Rzeczypospolitej przed Dzikimi Hordami i Siczą. Pozostało po niej kilkadziesiąt strażnic, zamków i zameczków tworzących dosyć szczelną linię fortyfikacji. Pierwszy z odwiedzanych przez nas zamków to Złoty Potok, rezydencja rodu Potockich i do I wojny Światowej jedna z okazalszych rezydencji kresowych. Zamek i miasto, przez które kilkukrotnie przechodził front, palone w latach trzydziestych przez nacjonalistów ukraińskich, nigdy nie podźwignęło się z ruin. Na dodatek na zamku do 1989 roku było więzienie i siedziba KGB, więc jest to do dziś czarna pamiątka minionego okresu. Oczywiście wszystko jest teraz opuszczone, a na dziedziniec wjeżdża się przez mur, na pół rozebrany przez miejscowego chłopa, który z zamkowych cegieł buduje sobie właśnie mały chlewik.
Kolejny zamek i klasztor to Jazłowiec, siedziba Jazłowieckich, Koniecpolskich, Radziwiłów i Poniatowskich, jedno z najstarszych polskich miast na Podolu. Forteca nad klasztorem Sióstr Niepokalanek nawet dzisiaj jest trudna do zdobycia, czyli wejścia, a co dopiero dla żołnierzy w XV wieku. Zwiedziliśmy kryptę bł. Marceliny Darowskiej, dyskutowaliśmy z siostrami, wspinaliśmy się na murach i czekaliśmy na wieczór. A dlaczego? Bowiem następnym naszym celem był zamek/pałac w Czerwonogrodzie, miejsce do którego trzeba wjechać o zachodzie słońca. Dwie wieże, położone w niesamowitej czerwonej dolinie, do której wkracza się długimi serpentynami, najlepiej pokazują swoje piękno w świetle zachodzącego na czerwono słońca. Nie na darmo jest to jedna z najstarszych osad na Podolu, której początki datuje się grubo przed nasza erą. Świetność zamku i jego przebudowę na pełen przepychu pałac zaczął Karol Poniński, nabywając tę parcelę w 1775 roku, a rodzina Ponińskich utrzymywała ją do końca XIX w. W 1944 roku OUN-UPA wymordował tutejszą polską wieś, liczącą 360 osób, a w 1945 roku opuściła zamek ostatnia właścicielka, księżna Maria Lubomirska. Czerwonogród, to teraz urocze miejsce na biwak, jest tutaj sztuczny wodospad na rzece Dżurynie, będący pozostałością po pierwszej na Podolu elektrowni wodnej, są ruiny kościoła, las z drogą do Dniestru i… stary pionierski łagier, przebudowywany aktualnie na hotel.
Dolina Zbrucza
Kolejny dzień to kolejne zamki. Przebiliśmy się do Skały Podolskiej, przepięknej barokowej pamiątki po rodzie Lanckorońskich, a następnie do dwóch zamków granicznych na Zbruczu – Czarnokozińców i Kudryńców. Oba malowniczo położone, na wysokich skarpach i trawiastych zboczach, pozwalają dostrzec założenia obronne i ich rolę chroniącą brody na rzece. Przez zamek w Czarnokozińcach, zbudowany i utrzymywany przez biskupów kamienieckich, miejscowy chłop wytyczył sobie drogę do stodoły, a sam wjazd do gospodarstwa biegnie przez zamkową bramę – tak właśnie odradza się szlachectwo na Ukrainie. Następny zamek – Kudryńce, to jedna z najważniejszych twierdz na Podolu, wybudowana przez ród Herbutów, wielokrotnie broniąca się przed najazdami Turków i Tatarów. Przed wojną była tutaj strażnica i ośrodek KOP. Do zamku w Kudryńcach pojechaliśmy gęstym lasem, próbując znów „zdobyć’ go od tyłu – wjazd główną drogą samochodem był niemożliwy ze względu na stromość. To „zdobywanie” trochę trwało, na walce z lasem spędziliśmy dosyć dużo czasu, więc zdecydowaliśmy się na nocleg na dziedzińcu z przepięknym widokiem na przełom Zbrucza. Mieliśmy tylko nadzieję, że jakaś Biała Dama lub „Azja – na pal nadziany” nie będą nas niepokoi







