OFF-ROAD PL MAGAZYN 4x4 | CHALLENGE&INDEPENDENCE
Search
Logo OFF-ROAD.PL magazyn 4x4

Piąte koło u Łosia – relacja

Wiosenne Błoto Łosia 2010
Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam jeździć i od zawsze kocham auta. Od czterech lat mieszkam w Zaczarniu, podtarnowskiej miejscowości i tu pokochałam przyrodę, las, a nawet błoto, które, jadąc przez skróty muszę czasem pokonywać. Mam autko, Jeepa Cherokee XJ – 4 litry, benzyna plus gaz, z solidnymi rurami i … praktycznie niczym więcej. No, może jedynie uroczy rok produkcji : 1991! Kiedyś utopiłam go w błocie i potrafiłam wydostać go przy pomocy malej przenośnej wyciągarki. Byłam dumna!

W zimie dostałam od męża „Akademie 4×4” – wydawnictwa „OFF-ROAD PL”, którą wchłonęłam, strona po stronie, często nie wiedząc o czym  czytam. Od jakiegoś czasu, czytam też magazyn „4×4” marząc po cichu o tym, żeby kiedyś móc znaleźć się na prawdziwym rajdzie.

Wreszcie mam  nr 3 magazynu – jest ogłoszenie – „Wiosenny Puchar Łosia” 2010. Jest podana strona, adres e’mailowy i telefon kontaktowy. Szkoda czasu na pisanie. Z bijącym sercem dzwonie. W telefonie odzywa się konkretny, męski glos. To pan Krzysztof, Prezes Klubu „Łoś” i organizator rajdu. Przedstawiam się, mówię po co dzwonie. Rozmowa się rozwija. Opowiadam o aucie, trochę o sobie. Chwila ciszy. Seryjne auto? Kobieta? Pierwszy raz? „To trudny teren, trudny rajd” – słyszę. Serce bije mi mocniej. Staram się podtrzymać rozmowę ale znowu się pogrążam, przyznając się, że dla mojego 18 –stoletniego pilota, to też byłby debiut. „Po tej zimie duże roztopy, strumienie zamieniają się w rzeki” – znowu słyszę. Ale nie podaje się. Wreszcie słyszę: „jak Pani nie spróbuje, to nie dowie się Pani, co to jest rajd samochodów terenowych”.
….i w taki właśnie sposób, stałam się „piątym kołem” dla „Łosia”!
Sobota rano. Jedziemy, ja i Norbi, mój pilot. Spóźniam się chwile, błądzę ale Pan Krzysztof czuwa nad wszystkim. Doprowadza nas do bazy. I tu moja pierwsza chwila zwątpienia… Są! To naprawdę te auta, które do tej chwili podziwiałam tylko  na zdjęciach. Niektóre wyglądają jak pojazdy z innej planety. „Damy radę ciociu” – pociesza mnie Norbi. Idziemy się zapisać. Regulamin rajdu jasny, czytelny i surowy. Wita nas Pani Iwona.
W jej spojrzeniu widzę refleksję: „będą problemy z tym cherokee’m”.
Ale słyszę też ciepłe słowa otuchy: „inni pomogą na trasie”.
Sprawdzają dowód rejestracyjny, OC, prawo jazdy, oglądają auto. Przeszło! Dostajemy „roadbook’i”, mapy, plombują auto, dostajemy kartę drogową . Czuje się bezpiecznie. Widzę precyzyjną organizację. Konkret, ale też dobra, domowa  atmosfera. Padają cenne uwagi i wreszcie odprawa. Jedziemy. Piękna okolica, wspaniałe lasy i pierwsze porywy wiosny. Nawet przestało padać. Wjeżdżamy na trasę rajdu. Zaczynają się schody…a raczej błoto, błoto i jeszcze raz błoto…woda i inne przeszkody. Zaczynają się poszukiwania punktów kontroli. Trasa robi się co raz trudniejsza. „Weźcie tego Cherokee w środek, bo to najsłabsze ogniwo rajdu” – słyszę w radiu CB. No i biorą. Jedziemy pomiędzy dwoma „patrolami”. Nie jest łatwo nawet im, doświadczeni kierowcy, doświadczeni piloci, przygotowane auta. Dopingują nas, uczą, cenne uwagi, cenna krytyka – przyjmujemy to z pokorą, i dzięki temu jedziemy dalej. I znowu pomoc i dobre rady dają  nam możliwość zdobycia kolejnej pieczątki. Paweł i Robert – to „patrol” przed nami. „Nie odpuszczać, walczyć, najazd i ogień” – słyszę. Chwila odpoczynku: „Ewka!, nie gaś auta, jak wyjechałaś z wody!!” – to kolejna cenna uwaga.
Mamy już kilka pieczątek! „Jest dobrze ciociu”- znów pociesza mnie  Norbi. Dojrzała „blondynka” i pilot Norbi docierają na miejsce posiłku w lesie. A tu czeka Pani Iwona z bystrym spojrzeniem, czy nie mam już dość jazdy i pysznymi flaczkami, kiełbaskami, kaszanką i nie wiem czym jeszcze. Jest naturalnie też Pan Krzysztof. Ktoś stracił chłodnice, ktoś już nie jedzie. A „piąte koło u Łosia” ciągle się toczy! Po posiłku jedziemy dalej. Sprawdza się powiedzenie: „im głębiej w las..” Nie ma naszego „patrola”! Zaczepiamy się pod „dyskotekę”. Ale i ona tonie. Pomagamy! My pomagamy! Nagle zawisłam na pniaku. Mój super pilot kładzie się pod auto z siekierą i wycina pniak na tyle, żeby auto mogło coś zrobić. Udało się. Dyskoteka znów tonie. Michał walczy jak może. Jest ciężko. Dobrze, że przed „dyskoteką” jak sikorka, uwija się żółte suzuki –Tomek, na luzie, spokojnie po raz kolejny wsiada za kółko. Dobre oczy Marcina mówią, że po raz kolejny założy linę i pomoże…i pomaga. Pomaga też Piotr z załogi, która została naprawiać chłodnice. Znowu nauka i cenne rady. Robi się ciemno. „Dyskoteka” znów tonie w błocie. Znowu Marcin pomaga. Teren jest już tak rozjechany, że nie dajemy rady.
Jak nie zostawimy Cherokee w lesie, to i „dyskoteka” utonie. Zostawiamy auto. Brakło 250 m do gruntu. Idziemy z Norbim pieszo. Dyskoteka zabiera nas do bazy. Nie płacze, nie martwię się. Wiem, że tu czuwa Pan Krzysiu i Pani Iwona. Już o nas się martwią. Szwankuje mi telefon. Ale wszystko kończy się wieczorną biesiadą. Stół nakryty jak na wesele. Wspaniałe jedzenie, różnorodność dań. Pani Ania dba o wszystko i wszystkich. To jak wielkie rodzinne przyjęcie. Dziękuje wszystkim za pomoc – i słyszę – :”to normalne”. Nawet są słowa pochwały.
 Michał wiezie nas  na kwaterę. Noc niepewności, co z autem, czy zapali, kto mnie wyciągnie z tego błota? Ostatni wieczorny papieros przed kwaterą. Pojawia się Andrzej. To kierowca z „Ekstremu”. On też wie, o porzuconym jeepie.
„Proszę się nie martwić. Wyciągniemy go jutro” – to słowa, które pozwoliły mi zasnąć.
Niedziela rano. Super śniadanie. Jedziemy z załogą Roberta do bazy. Znów super organizacja! Pani Iwona wiezie nas na trasę, gdzie mają  nas wyciągnąć Andrzej i Mirek z „ekstemu”. Na pomoc rusza też Bartek z Mateuszem. Nie wiem, gdzie jest auto. I chyba nikt nie wie, za wyjątkiem Pana Krzysia! Wskazuje jeden z wielu wjazdów do lasu: „tam jest Cheronee” – krótko i na temat. No i był tam. Nie pomylił się.
Wsiadam do mercedesa. Pierwszy raz w życiu jadę w takim aucie. Wielkie przeżycie! Jest jeep! Mercedes podejmuje walkę! Andrzej i Mirek przygotowują plan ataku. Bartek z Matim pomagają. Nie jest łatwo…wreszcie mają moje autko! Norbi za kółkiem. Ja nic nie widzę. Po raz pierwszy na tym rajdzie zaszły mi oczy łzami..

Wracamy do bazy a z nami 12 pieczątek. Znowu wspaniały obiad. Domowa atmosfera. I jeszcze  niespodzianka. Przyjechał mój mąż, tato i dwaj bracia  Norberta. Cieszymy się wspólnie.

Wracają auta z trasy. Ekstrem, potem wyczyn. Zdajemy karty. Jest podliczanie wyników. W błyszczących pucharach odbijają się uśmiechy zwycięzców. Pani Iwonka  woła wszystkich. Jest Pan Krzysztof. Wszyscy w ciszy słuchają uwag na temat imprezy. Wreszcie finał! Radość i brawa, wzruszenie… z ośmiu załóg startujących w „wyczynie” sklasyfikowano 6. Ja i Norbi zdobyliśmy 5 miejsce!! Jestem szczęśliwa. Była to dla mnie lekcja pokory wobec własnych wyobrażeń, wobec przyrody, maszyn, które tak dzielnie walczyły a dla organizatorów lekcja tolerancji dla „blondynki” – „piątego koła u Łosia”. Atmosfera, jaką stworzyli organizatorzy, super organizacja i tak świetna impreza, tak wspaniali ludzie, jakich miałyśmy zaszczyt spotkać – to zachęta dla mnie do kolejnej wyprawy. Może nie będę tym razem „piątym kołem”. Dziękuje Wszystkim serdecznie!

Pozdrawiam. Ewa – „blondynka” 

 

{gallery}losv2{/gallery}

 

Więcej zdjęć na: www.offroad-los.pl

...a może to też Cię zainteresuje: