Ulefone – tablet do zadań specjalnych

Pustynnie, na szutrach, na wyprawach albo w błocie po klamki testujemy różnoraki szpej ułatwiający albo ratujący życie, a czasem będący – po prostu zasłużenie – frajdą. Tym razem testujemy tablet Ulefone Armor Pro 4 Ultra. Już sama nazwa urządzenia sugeruje, że będzie grubo i ciężko. Bo będzie. Jeśli planujesz na wakacjach oglądać filmy w 8K, z dźwiękiem przestrzennym i wagą piórkową, która nie stanowi problemu w starciu z bagażem podręcznym, wybij sobie ten model z głowy. Jeśli Twoje wakacje to ciężka orka, kurz, błoto, woda i inne okoliczności, za które ludzie normalnie nie płacą a Ty to kochasz, to urządzenie jest zdecydowanie dla Ciebie. 

Ulefone to producent z Chin — firma należy do Gotron Group (HK) Co., Ltd., ze siedzibą w Shenzhen. Firma działa globalnie i jej produkty są sprzedawane w kilkudziesięciu krajach. Urządzenia Ulefone zwykle spełniają normy odpornościowe (np. IP68/IP69K) i często również normy wojskowe (MIL-STD), co czyni je odpowiednimi na trudne warunki: teren, budowy, prace outdoorowe. Ulefone w swojej ofercie proponuje telefony komórkowe, tablety oraz sporą gamę akcesoriów do urządzeń: głośniki, uchwyty itp. 

Rozpakowujemy pudełko z naszym tabletem, bo za kilka godzin jedziemy w tygodniową podróż po Rumunii. Jak wszyscy wiedzą jest tam pięknie, ale cały czas zaoszczędzony na konsumpcji – bo nie oszukujmy się, kuchnię mają wyjątkowo słabą – poświęcimy testom Ulefone 4. W pudełku tablet, bierzemy go do ręki i upewniamy się czy nie ma odważnika antykradzieżowego bo waga słuszna. Odważnika  nie ma. Waga się bierze stąd, że mamy do czynienia z akumulatorem, bez kitu. W pudełku mamy gumowany uchwyt który możemy przykręcić od spodu tabletu, idealnie można tam wsunąć potem dłoń, tak aby bezpiecznie tablet z dłonią scalić i mieć możliwość operowania nim bezpiecznie w każdej płaszczyźnie. A jak się z uchwytu wysunie to nic nie powinno się stać bo mamy w końcu w rękach pancerniaka, fabrycznie oklejonego szkłem zabezpieczającym matrycę. Uchwyt przykręcamy za pomocą załączonych śrubek i małego śrubokręcika który jest w zestawie. W zestawie znajdujemy dobrej jakości przewód USB C – USB C, który jest w przepięknym czerwonym kolorze – tak aby łatwiej było go znaleźć w wyprawowym bałaganie. Niestety w zestawie nie ma szybkiej ładowarki – też najlepiej czerwonej – nie ma ani szybkiej ani wolnej. Ta dostępna jest jako dodatkowe akcesorium. Bardzo sprawne, ale jednak dodatkowe.

A skoro o prądzie i pojemności mowa, to od tego zacznijmy. Nasz tablet to bateria o pojemności 11800 mAh – co to oznacza dla laika ? No to drodzy laicy: to kawał pojemności jest.  Fakt naprawdę sporej pojemności sprawdziliśmy organoleptycznie – przez kilka dni wsiadaliśmy do terenówki tuż po śniadaniu, odpalaliśmy program do nawigacji, uruchamialiśmy zapis trasy czyli GPS konsumował energię na maksa i to cały czas. Ponieważ lubimy kontakt ze światem, moduł GSM też nie miał lekko a wszyscy wiemy, że to żre prąd jak cholera. W tak zwanym międzyczasie kilka mAh oddaliśmy telefonowi bo postanowił rzucić pracę, ładowaliśmy, cóż – niech będzie, że elektroniczny skaner warg wytwarzający dym – i prądu nie brakło. A jeśli brakło to raptem na kilka chwil – mając pod ręką szybką ładowarkę (nie ma to nic wspólnego z Teslą) stosunkowo szybko byliśmy w stanie naładować baterie.  Model wyższy – Ulefone Armour Pad to już bank energii – na pokładzie ma baterię o pojemności 24200 mA.

Aplikacje jakimi testowaliśmy urządzenie to Osmand do nawigacji, FB żeby zbierać lajki oraz przeglądarka żeby znajdować odpowiedzi na pytania z sali. Z ręką na sercu możemy zameldować paliwożerność na maksa. Największą wagę przywiązywaliśmy do nawigacji – płynność, odświeżanie, namiar na sporą ilość satelitów (w rankingach wszystkich urządzeń jakie mieliśmy w aucie bezspornie pierwsze miejsce). Nasza wyprawa okazała się wyprawą zimową – czego można było się spodziewać na przełomie listopada i grudnia w górach co dało nam możliwość operowania urządzeniem w temperaturach które w wielu kręgach uważane są za mało komfortowe albo śmiertelne, a my daliśmy radę. 

Ekran: co byśmy nie napisali i tak wielu z Was najnormalniej pokiwa głowami, bo nie każdy ogarnia milion parametrów które towarzyszy naszym urządzeniom. 10 cali z hakiem to już konkretny ekran, nie mały ale na tyle duży, że wysiadając z auta nie porysujecie drzwi. Rozdzielczość 2000×1200 px (FHD+)  w zupełności wystarcza do pracy z dokumentami, mapami, aplikacjami, przeglądania internetu czy multimediów. Panel IPS LCD, co zapewnia szerokie kąty widzenia i dość dobre odwzorowanie kolorów — przydatne, jeśli używasz tabletu w terenie i często patrzysz pod „nogi” . Jasność deklarowana to do 500 nitów, co daje realną szansę, że ekran będzie czytelny na zewnątrz, przy słońcu, co przy „pancernym” tablecie do zastosowań terenowych jest dużym plusem. Ekran jest zabezpieczony szkłem typu Corning Gorilla Glass, co zwiększa odporność na zarysowania, upadki i uderzenia — ważne przy urządzeniu „rugged”. Czy ekran możemy określić jako rozwiązanie premium? Jasne, że nie, ale z czystym sumieniem można go określić jako wystarczająca opcja + .

Rozbudowa? Nie mamy do czynienia ze stacjonarnym komputerem PC ale jak na urządzenie mobilne to jest naprawdę dobrze. Pamięć RAM można rozbudować wirtualnie ale to brzmi jak bliskie związki na telefon. Slot na kartę SD to już prawie jak dodatkowy twardy dysk. Łączność GSM to kieszeń na 2 karty SIM. Dla podróżnika – rozwiązanie idealne. Brak możliwości korzystania z opcji e-sim – to akurat uważamy za duży minus ale kto wie, następne modele pewnie ten problem rozwiążą bo jest to chyba kwestia nie tyle oprogramowania co użytego chipa. 

Latarka led? Jest i potrafi naprawdę mocno świecić. Jeśli szukasz kluczy które wypadły Ci w terenówce na podłogę musisz uważać, bo jeśli podłoga najlepsze swoje czasy ma już za sobą, najnormalniej wypalisz sobie dziurę. Ale tak poważnie: 1100 lumenów to spory snop światła, przy którym można niemal przeprowadzić remont silnika. Światło w tablecie można uruchomić w kilku trybach – ogniem ciągłym albo miganiem różnorakim, tak żeby najnormalniej wkurzyć współtowarzyszy podróży albo użyć go jako światła ostrzegawczego.

Czas na wnioski to zawsze trudny czas. Intensywnie korzystaliśmy z tabletu przez tydzień – a trzeba wiedzieć, że prezydenci miast wręczają medale parom które wytrzymały w związku lat pięćdziesiąt. Dla psychofanów urządzeń z systemem operacyjnym IOS: będzie ciężko ale tylko pierwszego dnia – jako psychofan IOS mogę to obiektywnie potwierdzić. Ale fakt, ludzkość nic by nie straciła jeśli IOS połknąłby Androida. Dżentelmeni podobno nie rozmawiają o pieniądzach, ale w tej cenie dostajemy bardzo przyzwoitego woła roboczego. Do tabletu możemy dołączyć dedykowane głośniki które przy okazji będą swego rodzaju stojakiem biurkowym. Jeśli lubicie zaglądać w różne dziurki to akcesorium dla Was niezbędnym będzie fabryczna kamera endoskopowa. Model który testowaliśmy w przeciwieństwie do modeli wyższych nie ma modułu termowizji – serdecznie tego żałujemy – bo poza szukaniem mostków termicznych w świeżo zakupionym mieszkaniu od developera to potężne narzędzie umożliwiające znalezienie usterki, ofiary uwięzionej w budynku albo po prostu narzędzie do zabawy przy biwakowym ognisku. Jako odrębne akcesorium dostępny jest uniwersalny uchwyt przegubowy mocowany przyssawką do szyby. Z czystym sumieniem możemy polecić ten uchwyt. Po pierwsze przyssawka sprawuje się genialnie pomimo pokonywania trudnego i wyboistego terenu, możliwości regulacji ramienia pozwolą nam na niemal dowolne umiejscowienie tabletu, a szczęki jako element trzymający urządzenia nie dają powodu do narzekania. Jeśli mamy gdzie – bo zakładamy, że w lesie słuchamy lasu – możemy wyposażyć się w opcjonalne głośniki będące jednocześnie stacją dokującą. Ulefone to także pancerne telefony – warto przeglądnąć szeroką ofertę modeli. Kino na biwaku ? Takie z projektorem w telefonie ?  Poważnie ? Całkiem poważnie, wybrane modele Ulefone mają wbudowany projektor.

Tekst i zdjęcia: Mudkiller.eu

...a może to też Cię zainteresuje: