Wygląd BMW generuje nieco mniej emocji. Od razu widać, że nad aparycją X5 czuwał sztab niemieckich, mało przebojowych decydentów. Linia nadwozia została poprowadzona bardzo spokojnie, bez szaleństw. Przednią część maski zdobią rozpoznawalne, niemal okrągłe wloty powierza. Nie mogło zabraknąć dziennych świateł typu „Angel Eyes”. Podobnie jak rywal, BMW w nocnej jeździe wspomaga się biksenonowymi lampami. Podsumowując – nadwozie X5 zostało schludnie skrojone i reprezentuje zupełnie innych charakter, niż Infiniti. Bawarczyk jest sporo ładniejszy od innych konkurentów, dajmy na to takiego Audi Q7.
Jakość
Wnętrza kabin w obydwu przypadkach są konsekwencją tego, co widzimy na zewnątrz. Środek Infiniti wygląda, jakby był projektowany wyłącznie cyrklem. Po zajęciu miejsca za kierownicą stwierdzam, że jest tutaj wszystko, czego można oczekiwać po aucie tej klasy. Doskonałe spasowanie elementów wykończeniowych, wzorowa ergonomia… Zalety można by długo wymieniać. Komunikacja z elektronicznym „móżdżkiem” Japończyka (multimedia, nawigacja) zachodzi za pomocą panelu przycisków umieszczonych tuż pod ekranem. Po przesiadce do BMW, szybko można się zorientować, że bawarski iDrive jest dużo bardziej przyjazny w obsłudze. I przede wszystkim jest tuż pod ręką. W Infiniti musimy sięgać dłonią do góry, co na dłuższą metę może męczyć. Natomiast częścią wspólną obydwu samochodów jest wzorcowa jakość wykończenia*. [nice_info] Wreszcie nie muszę pisać o – jakże charakterystycznych dla naszych czasów – plastikach z odzysku. Wnętrza są doskonale wyciszone, miłe w dotyku i, mimo dużej ilości wszelkich dodatków, grubych obić – przestronne. Zarówno w X5, jak i w FX50, w podróż można ruszać całą rodziną.[/nice_info]
Komfort jazdy stoi na najwyższym poziomie. Dowodem na to może być oferowane przez Infiniti – sterowanie fotela kierowcy w aż czternastu kierunkach. Zaś pasażera „jedynie” w ośmiu. Wygodzie sprzyja tu przynajmniej „milion” rzeczy. Kolejnym przykładem jest kolumna kierownicy, która dzięki wyposażeniu w elektromechaniczny siłownik automatycznie się odchyla podczas wysiadania kierowcy na zewnątrz. W każdym z tych aut siedzi się podobnie. Trudno tu na coś narzekać. Aby wyłonić zwycięzcę tej rundy można pokusić się o sprawdzenie wielkości bagażnika. Tu Japończyk ze swoimi 410 litrami objętości wyraźnie przegrywa. BMW oferuje 620 l.








